TL;DR
Dług technologiczny nie widnieje w żadnym bilansie, ale regularnie zjada wynik finansowy — Klaudia Ciesielska proponuje, żeby zamiast szukać jednej magicznej liczby, mierzyć trzy konkretne koszty: nadmiarowe utrzymanie (dodatkowe licencje, ręczna obsługa, niszowe kompetencje), rework, czyli pracę zjadaną przez propagację zmian w zbyt złożonym systemie, oraz ryzyko operacyjne, czyli koszt awarii i podatności.
W przykładzie z tekstu utrzymanie starego systemu kosztuje 5 mln zł rocznie, docelowe rozwiązanie 3,5 mln, a różnicę dopełniają obejścia (800 tys.) i incydenty (400 tys.) — to konkretny szablon do rozmowy z finansami, a nie tylko hasło o złu dawnego kodu. Najważniejsze pytanie brzmi inaczej niż zwykle: nie ile kosztuje cały dług, tylko ile kosztuje zostawienie go na kolejny rok.
Najdroższe w długu technologicznym nie jest utrzymanie starych systemów, lecz to, że każda kolejna zmiana — od nowego produktu po wdrożenie AI — kosztuje przez nie więcej, trwa dłu...
Czytaj cały wpis u źródła